YAGYA

 

Rhythm of Snow (2002, ambient/dub techno) 6.6

Rigning (2009, ambient/dub techno) !5.6

Konsekwentnie swoje gramy, aczkolwiek odrobinę wolałem go gdy więcej czerpał z Voigta i Aphexa, a mniej z Basic Channel.

YASUNORI MITSUDA

Chrono Trigger OSV (1995)

Chociaż z gierkami wideo nie mam dosłownie nic wspólnego, to naszło mnie kiedyś na scenę chiptune. Zasięgnąłem porady u zorientowanego w temacie kolegi, dostałem listę tajemniczych japońskich nazwisk i przystąpiłem do penetracji zasobów YouTube. Długo nic nie przykuło mojej uwagi, aż wreszcie metodą sąsiednich linków dotarłem do tego rozległego dzieła. I wpadłem. Co by rzucić jakimś komunikatywnym skojarzeniem... Sielskie, acz odrobinę melancholijne pasaże nie są chwilami zbytnio odległe od filozofii wczesnych Boards of Canada. Żwawsze, progresywne pasaże łudząco przypominają dokonania Emerson, Lake & Palmer (sugeruje to już sama poetyka partii organów). Innym razem te miniaturki pobrzmiewają niczym bzdurne, niskobudżetowe dżingle w taniej lokalnej telewizji albo podkład w czołówce przaśnego sitcomu, który leci o 12:40 w środku tygodnia. Ale niezmiennie magnetyzują.
(T-Mobile Music, 2012)

 

YEASAYER

 

Odd Blood (2010, psych-pop) !4.7

Nie pamiętam za dobrze debiutu tej grupy, ale chyba miał on w sobie jakieś czary, jakąś tajemnicę, ezoterykę ("runy, tarot, astrologia, dialogi z zaświatem"). A tu? Są teoretycznie psychodeliczne piosenki zmieniające style jak Saleta dziewczyny, ale mimo realnych nawiązań do komerchy (pitch-shiftery, fikające rytmy r&b, tendencje baunserskie), pozostawiają one wątpliwe wrażenie. Ciężko zaprzeczyć, że tu się odbywa wyścig po laury, a nie granie z "serducha".

 

YOUNG MARCO

 

RA.571

Marco Sterk po raz drugi, w drugiej kategorii – i znów zwycięża. O ile w przypadku kompilacji Welcome to Paradise triumf zawdzięcza Holender zamiłowaniu do cierpliwych prac wykopaliskowych, to ten miks dla Resident Advisora łączy nienaganny smak i gust z wybornymi skillsami post-produkcyjnymi. Czołowy obecnie selekcjoner muzyczny globu zebrał ambientowe pejzaże streszczające w oszczędnych gestach namacalne niepokoje 2017, a potem oprawił je szczyptą sampli i własnych efektów specjalnych. Powstało dzieło unikatowe – rodzaj kolażu dźwiękowego ufundowanego nieraz na nietykalnych pracach z przeszłości (vide Eno z On Land, Aphex czy otwierający całość featuring Bowiego u Goldiego). Nic innego w mijającym roku nie dało mi takiego poczucia "immersji", zanurzenia w soundzie. I pomyśleć, że ten sam facet ledwie kwartał wcześniej rzucił zupełnie inny w klimacie, a niemal równie wciągający klubowy mix Selectors 002, którego nie powstydziliby się Metro Area za najlepszych lat. "Są zadatki na geniusza".
(2017)

 

YUGOTON

 

Yugoton (2001)
 

BEZPŁATNY PORADNIK DLA OSÓB SZUKAJĄCYCH ŁATWEGO ZYSKU.

Co zrobić, by w dzisiejszych czasach, w naszej, polskiej rzeczywistości zarobić trochę kasy?

Najlepiej wydać płytę. Specyfika rynku muzycznego sprawia, że tu z dnia na dzień można się wybić i zyskać sporą popularność. Stąd tak częste zjawisko sezonowych gwiazdek w muzyce pop. Jeśli nowy produkt odpowiednio sugestywnie rozpropagujemy, możemy liczyć na wyraźny odzew ze strony gawiedzi (czytaj: słuchaczy, potencjalnych nabywców).

Jak więc w takim natłoku wielorakich produktów muzycznych przetrwać na rynku?

Przebicie na rynku zagwarantuje ci wsparcie dobrze znanych i uznanych artystów, których nazwiska nie tylko podniosą prestiż, ale i realną wartość krążka. Ale uwaga! Nie mogą to być wykonawcy z kręgu popowego! Żadnej Edyty Górniak, żadnego Piaska, żadnych Golców! Dlaczego? W ten sposób narażasz się na zarzut o kicz! Zebranie razem wszystkich gwiazd trąci komercją! Warto sięgnąć po nieco mniej popularnych, a jednak wciąż kojarzonych przez publiczność muzyków. A więc śmietanka alternatywy: Kazik, Deriglasoff, Tymański, Nosowska, Nawrocki. Jedna postać "dla ludzi" też by nie zaszkodziła. Na przykład Kukiz.

Wszystko świetnie, ale jaka to ma być muzyka?

Oto jest pytanie. Odpowiedź, wbrew pozorom, wcale nie jest tak prosta. Trzeba sprytnie przemykać między najnowszymi trendami, modami. Ale jednocześnie przewidywać realne zachowania odbiorców w najbliższych miesiącach! Trudne zadanie. Teraz, na przykład, mamy boom na muzykę rozrywkową z korzeniami ludowymi. Sukces Brathanków, czy wcześniej duetu Kayah & Bregović mówi sam za siebie. A więc Bałkany! Tylko ostrożnie, nie można przeholować. Proponuję Jugosławię. Zauważ: masz dwa atuty w jednym. Po pierwsze, słowiańska kultura ma obecnie swoje pięć minut na rynku. Po drugie, grasz na najniższych instynktach ludzkich, bo tam wciąż toczy się wojna, a w ostatnich dziesięciu latach ginęli masowo niewinni ludzie. Cóż to za dramat. A tu nagle pojednanie na gruncie sztuki. Ludzi to wzrusza!

A więc kolejny Bregovic, tyle, że bez Bregovica?

Ależ skąd! Oczywiście, że nie! Jugosławia, ale Jugosławia inaczej. Co byś powiedział na rockową nostalgię za niepowtarzalnymi latami osiemdziesiątymi? Legendarne punkowe i nowofalowe kapele w naszym, polskim, jak najbardziej rockowym, wiarygodnym wydaniu. Kapitalnie! Tylko pamiętaj, wszyscy nasi muszą się nauczyć na pamięć takiej śpiewki dla dziennikarzy, że dwadzieścia lat temu, jako młodziaki siedzieli przy radiu i słuchali tamtych piosenek z wypiekami na twarzy. Teraz, po latach, otrzymali niesamowitą szansę wskrzeszenia tamtych czasów, dzięki możliwości wykonania utworów swoich idoli!

A propos dziennikarzy: przecież te bestie wszystko zdemaskują!

Zgadza się, z mediami masz kłopot. Na pewno nie unikniesz gorzkich słów ze strony niezależnej krytyki, ale tej w naszym pięknym kraju na szczęście prawie nie ma. Jeśli chodzi o wielkie magazyny, kreujące gusta: przykra sprawa, ale trzeba to jakoś załatwić. Po znajomości, jeśli takie posiadasz, albo pod stolikiem. No powiedz im, żeby się tylko nie czepiali. Nie muszą od razu pisać w samych superlatywach, ale niech dadzą ci spokój. Wtedy wszystko powinno pójść gładko.

Powodzenia!

Cóż, teraz już wiesz, jak sobie z tą całą płytą poradzić. Masz koncepcję, masz muzyków, masz dobre wymówki. Opakowaną w kolorową (obowiązkowo) okładkę płytkę promujesz następnie wielkimi plakatami z podpisem "Płyta Roku". Jak na mój gust, powinno się sprzedawać jak świeże bułki. I już. W odwodzie pozostaje ci gigantyczny, jednorazowy koncert, z udziałem wszystkich gości występujących na płycie, oraz płytka numer dwa, z oryginalnymi wersjami tych kawałków.

Uwagi specjalne

Aha, uważaj na takiego recenzenta z Porcys.com o inicjałach "bd". To koleś, który na pewno cały ten szwindel załapie i gotów jeszcze o tym ludziom rozpowiadać! Najlepiej go zneutralizować, bo może być niebezpieczny.
(Porcys, 2001)