XTC

 

#4
ANDY PARTRIDGE
Te opisy w założeniu miały być luźnymi "okrzykami podziwu", a i tak w trakcie rankingu chcąc nie chcąc trochę przerodziły się w "uzasadnienia", niejako w funkcji "wyargumentowania" wyższego czy niższego miejsca danego delikwenta. Jednak wybaczcie, przy całym szacunku, ale tłumaczenie dlaczego Partridge jest najbardziej niedocenionym kompozytorem piosenek w dziejach kosmosu to zadanie kompletnie nieadekwatne do przedmiotu dyskusji i kojarzy mi się raczej z infantylizmem wypracowań w późnej podstawówce: "swoją opinię uzasadnij". To sobie jeden z drugim prześledź kwity pod lupą, a potem wgryź się w ewolucję od rozedrganego post-punka i elastycznego, kanciastego power-popu, przez wściekle zaraźliwy akustyczny prog-barok, aż po klasycyzujące, śpiewne mini-koncerciki. W kwestii Partridge'a od lat żyję trochę pod kloszem, bo wielu z moich bliskich znajomych wielbi tego twórcę równie oddanie. I myślę, że każdy z nas na pytanie "ale niby dlaczego on?", odparłby podobnie: POSŁUCHAJ MNIE, "OŚLE JEDEN", NIE PO TO CAŁE ŻYCIE PIELĘGNOWAŁEM WRAŻLIWOŚĆ MUZYCZNĄ I SŁUCHAŁEM MUZYKI NA OKRĄGŁO, ŻEBY CI TERAZ UDOWADNIAĆ DLACZEGO.
(100 Songwriterów Wszech Czasów, 2015)

* * *

#24
COLIN MOULDING
Parokrotnie natrafiałem (ze strony szalikowców!) na pogląd, że "XTC to Andy Partridge". Spotkałem też kilku teoretycznie "wariatów", którzy z uporem maniaka twierdzili, że "Moulding > Partridge". Szanuję wszystkie "prywatne opinie", ale ta pierwsza wydaje mi się niedorzeczna i oderwana od rzeczywistości, a ta druga właśnie absolutnie akceptowalna, choć osobiście bym się pod nią nie podpisał. Ilościowo ledwie uzupełniający wkład Andy'ego, jakościowo Colin jak dla mnie często przeskakiwał starszego kolegę. Dość powiedzieć, że facet napisał moje ulubione kawałki na co najmniej pięciu (!) płytach grupy (Black Sea, English Settlement, Mummer, O&L, Nonsuch). No dobra, "skomponował" też "Big Day", utwór "obiektywnie" na zero. Nieformalna "rywalizacja" obu panów (rozgrywająca się w głowach słuchaczy) to temat na dyskusję akademicką – imho CM układał rzeczy nieco "prostsze", ale może przez to... bezpośredniej zaraźliwe? Tak czy owak, ustalmy to: dla jakiegokolwiek bandu posiadanie JEDNEGO songwritera tego formatu byłoby błogosławieństwem. Oni mieli dwóch, z których jeden był o level ambitniejszy oraz zwyczajnie "płodniejszy". Ech, XTC... THE SMART-ASS MONKEYS.
(100 Songwriterów Wszech Czasów, 2015)

* * *

Apple Venus Volume 1 (1999)

Najinteligentniejszy muzycznie poprockowy ansambl świata wydał w latach 90. dwa longplaye – Nonsuch i Apple Venus właśnie. Oba to jazda obowiązkowa, ale jeśli miałbym powiedzieć wprost, dlaczego stawiam "Apple Venus" wyżej, to wskazałbym "River of Orchids". Na otwarcie tracklisty udało się Andy'emu Partridge'owi za pomocą niewyjaśnionego fortelu spleść całą barokową maestrię Skylarking z minimalistyczną, reichowską dynamiką repetycji. Choć autor tej paraleli zaprzeczał, to powinowactwo jest zbyt wyraźne, by je pominąć – zwłaszcza, że ujawnia się jeszcze w mccartneyowskim "Easter Theatre" i orientalizującym "Greenman". Z kolei "Knights In Shining Karma" to odpowiedź na "Julię" Lennona, "The Last Balloon" na solowe nagrania Briana Wilsona, a w "I'd Like That" Andy przepowiedział późniejszy o dwa lata debiut indierockowej formacji Shins Oh, Inverted World. Dla odmiany dwie piosenki Colina Mouldinga ("Frivolous Tonight" i "Fruit Nut") brzmią jakby ułożył je facet nie czterdziestoczteroletni, a osiemdziesięcioletni – zwłaszcza ta pierwsza. Tym niemniej geriatria rzadko bywała równie powabna.
(T-Mobile Music, 2012)

"Spiral"
Odkąd nasz dział newsów (słusznie) przechodzi hibernację, wykorzystam tę rubrykę do poinformowania melodycznych fanatyków, że najlepszy aktywny popowy zespół pod słońcem rzuca na rynek kolejny box set, tym razem czteropłytowy. Dyski numer 1 i numer 2 zawierają dwa albumy, które w pierwotnym zamierzeniu miały być wydane razem, i w końcu sprawiedliwości Mouldinga i Partridge względem złej wytwórni TVT stało się zadość. Pierwsza to Apple Venus, druga zaś Wasp Star (czyli Apple Venus, Volume Two) z 2000. Pozostałe krążki (numer 3 i numer 4) wypełnią publikowane już osobno dema z tego okresu, Homespun i Homegrown. Nic dziwnego, że należące do katalogu własnego labela XTC, Idea Records, pudełko nosi tytuł Apple Box.

Czy warto się nim zainteresować? Cóż, słyszeliście kiedy Apple Venus? W openerze "River Of Ochids" dziewiętnaście i pół nieskazitelnej linii wokalnej przeplata się ze sobą ponad koronkową aranżacją rodem z kameralnej poważki, która bywalców Warszawskiej Jesieni mogłaby wpędzić w kompleksy. Starczy? Gościnnie na wysokości 3:07 w lewym głośniku udziela się na mikrofonie Szatow (fraza "Yeaaah... You know you can do it"). I tak dalej. Więc, jeśli nie macie na półce, to trzeba coś pogonić, ziomy. A jak macie, to zostają dwa nieujawnione wcześniej tracki do zassania, "Say It" i "Spiral". Ten ostatni to wprawdzie tylko typowa dla Patrtidge'a (którego timbre zawsze ewokował Maccę, ale w miarę upływu czasu asocjacja przybiera na sugestywności) rockerska balladka z ostrym mostkiem, trochę jak gorsza, kulejąca wersja "Earn Enough For Us", ALE hello: przyjemność w słuchaniu nowego numeru XTC, jakże bezcenne to jest?
(Porcys, 2005)

* * * 

* * *

mija 40 lat od wydania ich pierwszego singla "Science Friction". niewiele grup "weszło mi tak mocno w krew", więc mógłbym układać 50, 70, a może i 100 ulubionych piosenek. narzucając ograniczenie do top 40 wyciągnąłem osobistą esencję tematu. udało mi się jakoś zmieścić – m.in. dzięki złączeniu dwóch płynnie przechodzących w siebie utworów w jeden (ponadto nie dopuściłem do konkursu Dukes of Stratosphear).

top 10 układałem już w 2008 (gościnnie w audycji "Maxisingiel") i wyglądało następująco...

1. That's Really Super, Supergirl
2. Ballet for a Rainy Day
3. River of Orchids
4. King for a Day
5. English Roundabout
6. Love at First Sight
7. The Smartest Monkeys
8. It's Nearly Africa
9. Sgt. Rock
10. When You're Near Me I Have Difficulty

...ale obecnie jak chcę sobie "zapuścić XTC", to w pierwszej kolejności sięgam po taką dyszkę:

1. Miniature Sun
2. Wonderland
3. Fly on the Wall
4. This World Over
5. Rook
6. Ladybird
7. Garden of Earthly Delights
8. Love on a Farmboy's Wages
9. Melt the Guns
10. Ten Feet Tall
(2017)


I jeszcze oceny płyt od najmniej do najbardziej ulubionej:

5.0 Wasp Star (Apple Venus Vol. 2)
6.9 Go 2
7.0 25 O'Clock
7.1 White Music
7.3 Psonic Psunspot
7.4 Nonsuch
7.5 The Big Express
7.8 Drums & Wires
7.9 Mummer
8.3 Apple Venus Vol. 1
8.6 Black Sea
9.4 English Settlement
9.8 Skylarking

PS: rezygnuję z oceniania O&L, bo to tak DRASTYCZNIE nierówny materiał – od rozczulających, najpiękniejszych chwil w dorobku (głównie początek i finał), po toporne zagrywki wprawiające w zakłopotanie generycznością – że na teraz trochę nie umiem tego wyważyć 🤔
(2019)