TAME IMPALA

 

Innerspeaker (2010, psych-rock) 7.4

"A przy szynkwasie... Lennon na kwasie". Wszystko powiedziano (i słusznie): Lennon circa Revolver meets Ejstes (Parker też gra na bębnach, o ironio) meets Heasley meets korzenne rockowe trio (Hendrix/Cream) = Elephant 6 na mocniejszym przesterze i z lepszą produkcją (jak to soczyście brzmi!). Tajemnica sukcesu = płynne stopienie inspiracji w jedność i niesłychanie wyrównany materiał, gdzie trudno wskazać słabszy punkt, a do moich ulubionych należą "Desire Be Desire Go" (ach te zmiany metrum a la "Benefit For Mr. Kite" i "Mean Mr. Mustard"), najbardziej chyba wczesno-dungenowy "Make Up Your Mind" (wejście wokalu, jakie ciarki), quasi-modlitewny (klawisze w midtro przywołują mi "You & Me") closer "I Don't Really Mind"... no właśnie, można tak wymieniać bez końca. Parafrazując Howarda Hawksa: wspaniała płyta to taka, na której są co najmniej 3 wspaniałe piosenki i zero kiepskich. So there you go.

Lonerism (2012, psych-pop) 7.5

✂ "Be Above It", "Endors Toi", "Apocalypse Dreams", "Mind Mischief"

Currents (2015, synth-pop) 7.7

Wszystko już chyba powiedziano? "W czasach smutnych, niestabilnej gospodarki / igrzyska najlepiej prostują nam karki". W czasach kulturowego odwrotu od takich atrybutów jak czysta piosenkowość, hooki, wysmakowane zmiany akordów, piękne komplikacje i złożona uroda melodii - Kevin Parker był nie tylko skutecznym ambasadorem tej wymierającej estetyki, ale wręcz ostatnią instancją, do której można się było odwołać, takim Trybunałem w Hadze "muzyki songwritingowej". Jednocześnie daleki jestem od nazywania go "geniuszem". Mimo że praktycznie zrobił na Currents wszystko sam od fundamentów po ornamenty, to połowa tracklisty podejrzanie pachnie generatorem formatów i wygląda trochę jakby kolo zakupił online programik pt. "jak zrobić świetną płytę". I nauczył się tym programikiem nieźle posługiwać. Na maksa teraz SZYJĘ, ale facet trochę wygląda mi na długowłosego technologicznego nerda z wąsami i bródką, który wyrastając z zupełnie innych brzmień nagle odkrył, jakie to musi być fajne uczucie grać taneczne, klawiszowe post-disco. I jeszcze fajniejsze zarazić tym odkryciem rzeszę dotychczasowych fanów. Kurcze, ale fajnie. W internecie piszą, że można słuchać "rocka bez gitar". Ogólmy się i weźmy prysznic. "Stany, Stany, fajowa jazda".

Zmierzam do tego, że ludzie chodzą po mieście i dumnie podkreślają: oto "najlepszy" album Tame Impala. Tymczasem dla większości z nich wiarygodność miękkim syntezatorowym soundom zapewniła psych-rockowa przeszłość typa, to całe papugowanie Lennona circa Revolver na Innerspeakerze, to wymiatanie a la power trio w guście Cream, które Reynolds dissował ("fajne fajne, ale boże co za retro, smutne"). Skoro takie ma korzenie, to można zaakceptować "spedalenie". I w pewnym sensie to właśnie największy sukces Parkera. Że zalegalizował tego "rocka bez gitar" w sposób bezbolesny. Że finalnie wcielił w życie coś, co zapowiadał od dawna, już przy premierze Lonerism, A co do tej pory pozostawało jedynie na papierze - czyli ożenienie inspiracji komercyjno-popowych z indie rockiem w sposób NA SERIO, bez mrużenia oka czy post-modernistycznych gierek. Nagle nawet wyśmiewany tu i ówdzie "chillwave" zyskał estymę. Bo przecież "Nangs", "Eventually" czy "'Cause I'm a Man" tak naprawdę nie świecą odbitym światłem ani Prince'a, ani Scritti Politti czy innych ejtisowych ikon, a po prostu pełnią rolę crossoverowej adaptacji falsetowych downtempo-jamów Causers of This. czyli tradycyjnie znowu historia góruje nad samą muzyką.
(2015)

"'Cause I'm a Man"

Być może wielu z Was zrobiło to dla żartu 4 lata temu i dawno o tym zapomniało... Ale ja tego narkotyku spróbowałem dopiero przed chwilą. Za namową internetowych "mądrych faj" odtworzyłem tego hita 1.5 raza szybciej 🎧

No i FAKTYKO – rzecz śmiga jak hologram EMDŻEJA wykonujący swoje "The Second Arrangement", zagubiony diamencik z sesji Off The Wall, omyłkowo skasowany w trakcie miksów przez realizatora. Muzyka pop moich marzeń? 😍

Tych, którzy ów eksperyment mają jeszcze przed sobą, ostrzegam: to będzie "czas pożyczony", bo powrót do normalnej prędkości jest potem trochę jak bolesny zjazd po euforii... Ale z drugiej strony – czym byłoby życie bez takich momentów 🤔
(2019)

* * *

ogólna refleksja - na papierze (inspiracje, anty-rockistowski rock, charakter kompozycji) to powinien być mój ulubiony wykonawca bieżącej dekady, ale z jakiegoś powodu wciąż nie jest, nadal czegoś brakuje. nie rozgryzłem jeszcze o co precyzyjnie chodzi. może po prostu karierowy PEAK jeszcze przed nim.

tymczasem moje top 5:
1. 'Cause I'm a Man
2. Desire Be Desire Go
3. Mind Mischief
4. Let It Happen
5. Sundown Syndrome
(2016)