Q&A: najciekawsze fragmenty korespondencji z czytelnikami


Napisz do mnie: borys.dejnarowicz(at)gmail.com

1 stycznia 2017

Zastanawia mnie brak Blackstara w pięćdziesiątce twojego podsumowania najlepszych płyt 2016r. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że cenisz dorobek Davida Bowiego, wręcz uznajesz go za jedną z najważniejszych postaci w historii muzyki. Tym bardziej brak tak głośnego albumu w podsumowaniu rzuca się w oczy. Czy w tym wypadku uważasz, że śmierć Bowiego znacząco wpłynęła na recepcje albumu, a Blackstar to w istocie słaba płyta?

Ciekawe zerojedynkowe spojrzenie – jak nie ma jakiejś płyty w top 50, to na pewno autor rankingu uważa ją za "słabą". A przecież są jeszcze odcienie szarości. Nie do końca mi podchodzi materiał z Blackstar i na pewno kontekst odegrał dużą rolę w recepcji tego albumu, ale nie mam potrzeby nazywania go "słabym".
 

9 maja 2016

Jestem w trakcie remanentu kasetowego. Miałem i mam kasetę "Best ballads" (oh yeah) grupy Toto. Mam po niej dość miłe wspomnienia (sprzed 20 prawie lat). Nie chciałem słuchać tej grupy z takiego składaka z jakimś białym piórkiem na okładce, jestem więc po pierwszych dwóch regularnych płytach. (Choć pewnie kasetę z balladami sobie puszczę "po wszystkim").

I choć czasami nie wiem, jak zareagować na niektóre stylistyczne patenty grupy (zinternalizowane wzorce odbioru muzyki rozywkowej podpowiadają zażenowanie, czego przynajmniej staram się mieć świadomość), to wychodzi na to, że na tym etapie - po 2 pierwszych płytach - jestem zwyczajnie i szczerze "mientki" wobec takich kawałków jak "Georgy Porgy", "99" czy "Takin' it back" (tutaj naprawdę odpadam - bardzo wysoki stopień doznania). Tak, pewnie o kilka razy za dużo słuchałem w latach 90. Markomanii Niedźwieckiego w sobotnie przedpołudnia...

Wydaje mi się, że masz dużą znajomość m.in. tego typu rejonów (które jak zwał, tak zwał - soft-rock, sophisti-coś tam, prog-r'n'b-pop, jakiś dziwny AOR, który to tag proponuje mi RYM...). Czy możesz mi podpowiedzieć, z czym Ci się te piosenki kojarzą, z jakimi innymi nazwami grup, projektów?  Prawdopodobnie rzucisz nazwy, których nie słuchałem, więc leć prosto z głowy z nawet najbardziej oczywistymi rzeczami, płytami.

Szczerze mówiąc, mnie tego typu kawałki kojarzą się z takimi oto nazwami (co może zabawne, bez ich merytorycznego poznania - nie licząc dosłownie kilku podstawowych singli): Hall & Oates, Donald Fagen, The Cars. Dobrze kombinuję?

"Takin' It Back" to Steve Porcaro – poruszyłem temat tutaj przy okazji topu songwriterów. Owszem, bardzo wysoki stopień doznania. Jak to mawiają – "coś pięknego".


7 lutego 2016

Z zaciekawieniem przeglądam Pana listy filmów za lata 2008-2015 publikowane na SO i przyznam że z chęcią, o ile jest to możliwe, poznałbym dajmy na to Top 10 poszczególnych dekad, 60', 70', 80', 90', 00' - coś na wzór listy płyt i singli. Wydaję mi się, patrząc na prowadzoną przez Pana skrupulatnie na SO wycenę Tytusa (szacunek!-czekam na cd.) czy ostatnio knajp, że musi Pan mieć, chociażby wstępnie opracowaną taką listę. Może jakieś Top 50 wszech czasów, uwzględniający także obrazy wcześniejsze. I jeszcze jedno, czy przestał Pan już ostatecznie aktualizacji na RYM? 

Na pewno mam jakieś poboczne zapiski, ale musiałbym znaleźć czas na wyłonienie z nich rankingu/rankingów, a o to u mnie niełatwo... Oczywiście niczego nie wykluczam, zobaczymy. 

Co do RYM - nigdy nie miałem żadnego konta na RYM i nie aktualizowałem go. Podobno ktoś prowadził taki profil, może jakiś mój czytelnik. Nie miałem z tym nic wspólnego, ale nie mam też nic przeciwko. 


7 października 2015

Czy jest szansa na jakiś przegląd Todda Rundgrena na SO? Zupełnie nie wiem jak zabrać się do gościa, bo miał sporo projektów. Znam tylko wybitne skądinąd "Love is the Answer" Utopii i "Fair Warning" z setki songwriterów a także *fakt* wyprodukowania "Skylarking" oraz domniemane ojcostwo Liv Tyler :) ... a chyba zawdzięcza się mu dużo więcej. Przydałoby się zatem jakieś usystematyzowanie jego najlepszych rzeczy według jakiegoś klucza. 

Takiego przeglądu w przyszłości nie wykluczam, ale gigantyczny dorobek Rundgrena póki co jeszcze mnie ilościowo przerasta, więc trochę może to potrwać. Na szybko to polecam wpis redaktora Sajewicza z portalu Screenagers na platformie Musicspot - top 20 piosenek Todda (tam w komentarzach dodałem swoje top 20). Zdarzyło też mi się popełnić artykuł o płycie grupy Nazz w cyklu Wielka Płyta na T-Mobile Music


3 października 2015

Sz. P. Dejnarowicz, mam pytanie w sprawie jednej z recenzji na Porcysie. Co oznacza ocena "0.1/9.9" wystawiona nowej płycie Afrojaxa "Przecież ostrzegałem"? Jak mam ją rozumieć? 

"Niech każdy wystawi sobie swoją ocenę, bo jest ona tu najmniej ważna". 


1 października 2015

hej, a może pomysł na taką zabawę / ranking na twoim fb? "Schodkami w dół" / "Stairway to hell"czy jak to nazwać, chodzi o to, że zespół debiutuje przynajmniej dobra płyta a potem z każdą jest coraz gorzej. Tak na szybko przychodzi mi do głowy np. Bloc Party, może Beirut. 

Nie cierpię zespołu Beirut... 


28 września 2015

Panie Borysie: Yellow Magic Orchestra. Eksplorował Pan? 

Tak, wiele lat temu


25 lutego 2015

Czy zaliczyłby Pan Friendly Fires, Diogenes Club, Prefab Sprout, Violens,, Joe Jacksona do "progresywnego pop"? I czym w różni się Sophistic Pop od "Progresywnego Popu"? czy może w zasadzie można by tych pojęć używać wymiennie? 

No właśnie "sophisti pop" to termin używany w odniesieniu do konkretnego nurtu, powiązany ściśle z latami 80-tymi i klawiszowymi aranżacjami, może nawet jakoś uwiązany kulturowo i społecznie (bezpieczna muzyka dla ludzi w średnim wieku cieszących się dobrobytem i stabilnością, etc.). Z kolei "progresywny pop" to nie tyle nazwa nurtu, co szersze pojęcie dotyczące muzycznych ideałów (komplikacja kompozycyjna/ładność/chwytliwość). Myślę, że ma to analogiczne znaczenie do "progresywnego rocka", tyle że w obrębie piosenek krótkich, przebojowych, singlowych i niekoniecznie "rockowych" w sensie ekspresji, niekoniecznie gitarowo-bębnowych w sensie aranżacji. 

Pamiętajmy jednak, że to tylko nazwy, etykietki, a więc kategorie bardzo UMOWNE, które mają ułatwiać komunikację, a nie ją utrudniać. Nie ma co się do nich przywiązywać tak, jak np. do ruchów "sformalizowanych", ze wspólną "sceną" i ideologią, jak Canterbury, pionierski industrial czy polski yass. 

Prefab Sprout i środkowy Joe Jackson to na pewno sophisti pop, Diogenes Club też, bo to projekt który celowo nawiązuje do etosu ejtisowego w brzmieniu, estetyce. Friendly Fires i Violens - to zależy od piosenki. Niektóre kawałki FF nie są wcale tak wyrafinowane harmonicznie, a niektóre numery Violens brzmią jak shoegaze, jak dream pop, jak jangle pop... Podkreślam, to tylko słowa i określenia. 


18 grudnia 2014

Czy ujawni pan swoją listę indywidualną najlepszych polskich albumów zeszłego wieku? Ponadto, gratuluję "Szanownego państwa" - niezależnie jak na to patrzeć to wielkie osiągnięcie i polska krytyka muzyczna/melomani mają zdecydowanie zbyt małe jaja, żeby podjąć się jakiegoś sensownego ustosunkowania się do niego. 

Czołówka mojej listy indywidualnej albumów PL z XX wieku nie różni się zbytnio od czołówki rankingu, który opublikowaliśmy na Porcys. Natomiast możliwe, że niebawem skompiluję na S.O. listę ulubionych polskich płyt w ogóle, z uwzględnieniem tych wydanych po 2000 roku. Dziękuję za miłe słowo o "Sz. P." - przekażę kolegom. 


22 marca 2014

Nie znamy się choć czasem wydaje mi się, że powinniśmy się znać, bo zdeklarowanych miłosników Beach Boys w Polsce jest mało. Ja osobiście znam tylko jednego. Siebie... no i teraz Pana. Szukając różnych informacji na temat biografi zespołu lub samego Briana natrafiłem kiedyś na "blogspot" i Pana top 70 Beach Boys. Zadałem tam pytanie o polskie przekłady książek na w/w temat, ale odradził mi je Pan. Chciałbym jednak zapytac ponownie: Czy istnieją polskie przekłady biografii B. Wilsona lub Beach Boys? I jakie nosza tytuły itp. 

Szczerze to nie mam pojęcia, ale nie spotkałem się z polskimi przekładami książek o Beach Boys i Google też nic nie wypluwa w tym temacie. Zapewniam jednak, że zdeklarowanych miłośników Beach Boys jest w naszym kraju więcej - polecam zacząć od tego rankingu i tej recenzji


7 marca 2014

Zacznę od trochę lizuzowskiej wstawki: dzięki za felietony na T-Mobile Music. Wiem, że pewnie rzeczy publikowane na Porcysie są panu bliższe (tak strzelam, może sie mylę), w końcu są bardziej swobodne, ale ja jestem przykładem, że te bardziej uładzone i łopatologiczne teksty z T-Mobile spełniły (przynajmniej dla mnie) swoją "edukacyjną" rolę. Kiedyś w ogóle nie rozumiałem o co wam na tym Porcysie chodzi i nie umiałem załapać całościowo waszego sposobu patrzenia na muzykę, jednak po tym jak regularnie czytałem felietony na T-Mobile otworzyło mi się w głowie sporo szufladek i teraz w sumie często Porcysa czytam (podobnie jak archiwa starego Pitchforka czy ILM), a to z kolei sprawiło, że kompletnemu przeogranizowaniu uległ mój gust muzyczny. Poza tym dzięki za pare zajawek: "piosenkowy" Brian Eno, sporo neo-soulu, progowe i "przejściowe" (między progiem, a popem) Genesis , Sade, Prince, 12 RODS czy Poniżej Krytyki - nie wiem co by mnie skłoniło do posłuchania tych rzeczy, gdyby nie pana i Porcysa robota, także dzięki. 

Tyle wazeliny ;) czas na konkrety. Otóż jakiś czas temu wspomniał pan, że kolejny w serii "Wielka Płyta" miał być tekst o White Light/White Heat Velvetów. Zgadzam się, że jest to wazna i wybitna płyta, ale przyznam, że ciekawi mnie za co konkretnie pan ją lubi. Po prostu dzięki uważanemu czytaniu tekstów, wiem, że ma pan kilka swoich "koników", ulubionych rozwiązań muzycznych (chociaż repetatywność albo nieszablonowe rozwiązania harmoniczne) czy cech płyt, ale trudno mi je jakoś powiązać z drugim albumem VU. Dlatego tez bardzo prosiłbym o kilka słów na ten temat, jakieś pana małe, prywatne uzasadnienie wielkości tej (niewątpliwie wielkiej) płyty - bo poprzednie artykuły pomagały mi dostrzec w znanych rzeczach (Dark Side!) parę niezauważonych dotychczas elementów. 

BTW - akurat kiedy pojawił się tekst, w którym wrzucił pan link do artykułu Kisiela byłem w połowie jego "Dzienników" i byłem powalony świeżością, mądrością i logików wielu jego politycznych czy ekonomicznych koncepcji, i jakoś tak przemknęła mi przez głowę myśl "ciekawe jak się sprawdzał w pisaniu o muzyce?". Parę dni później pojawił się ten felieton i przyznam, że powalił mnie ten zbieg okoliczności. Bardzo ciekawy tekst - dzięki również za jego zalinkowanie. 


Porcys i T-Mobile Music to dwa różne światy - inny format, inni czytelnicy, inne potrzeby wydawców. Obie te sytuacje sobie cenię. Cieszę się, że wspomniane artykuły bywają pomocne w odkrywaniu nowych muzycznych obszarów. W imieniu ekipy Porcys i swoim - dzięki za pozytywny odzew. Tymczasem felieton o White Light... został już opublikowany tutaj


4 stycznia 2014

Od niedawna czytam Pańskie felieton. Są rewelacyjne i prezentują świetną muzykę. Ja mam to Pana pytanie skąd Pan bierze niektórych wykonawców? :) Myślałem, że jestem całkiem osłuchany z tego rocznymi płytami, a po przeczytaniu Pańskiego artykuł Podsumowanie 2013 wydaje mi się, że nie wiem nic. Znam część utworów/albumów, ale małą. Śledzę, kilka portali muzycznych. Mam za subskrybowanych muzyków na fb, ale to widać za mało. Ma Pan może jakiś "sposób" na eksplorację muzyki. Ja wiem, że trzeba po prostu wiele słuchać, ale z niektórymi nazwiskami spotykałem się pierwszy raz i nie wiem skąd je brać? Prosiłbym choć małą podpowiedź :) 

Bardzo mi miło, dziękuję. Jeśli chodzi o mniej znanych wykonawców, którzy trafili do moich rankingów singli i albumów za rok 2013, to odpowiedź na pytanie o źródło jest u mnie taka sama od dobrych kilku lat: Wojciech Sawicki (redaktor naczelny Porcys). 


14 maja 2013

Dzięki Pańskiej liście stu jedenastu ulubionych nagrań poznałem Physical Olivii Newton-John. Jestem tą płytą absolutnie zachwycony. Jestem również ciekaw, czy wydała ona jeszcze jakieś naprawdę dobre płyty, ale, szczerze mówiąc, chciałbym się o tym przekonać w prostszy sposób, niż poprzez przesłuchiwanie w ciemno pozycji z jej obszernej dyskografii... Dlatego piszę do Pana z pytaniem, czy mógłby mi Pan jeszcze jakieś tytuły zarekomendować, które ocenia Pan na, powiedzmy, więcej niż 6.5. 

Cieszy mnie, że Physical LP znajduje nowych fanów. Niestety w dyskografii Olivii próżno szukać drugiej takiej perełki - zarówno pod względem stylistycznym (nigdzie indziej nie śpiewała piosenek niemalże "nowofalowych" pod względem dynamiki), jak i jakościowym (mówiąc wprost żadna inna jej płyta nie jest tak wyśmienita od deski do deski). Mogę ze spokojnym sumieniem polecić kilka albumów z różnych etapów jej kariery - country-popowe Clearly Love, adult-contempo Totally Hot czy sophisti-popowe Soul Kiss - ale chyba najlepiej zaopatrzyć się w dwupłytowego składaka Gold, który zbiera większość (nie wszystkie, ale większość) jej najlepszych kawałków. 


5 maja 2013

Powód, dla którego piszę, to zalinkowany przy "Sowing the seeds of love" artykuł o DJ Shadow z T-M-M. Przebiegłem po nim wzrokiem, ale nie widzę w nim nawiązania do "Sowing". Jest za to mowa o utworze Baraki "Sower of seeds", samplowanym w "Midnight...". Może nie wiem o jakimś związku między nimi, w kżzdym razie pomyślałem, żeby dać Ci o tym znać, bo jest to trochę mylące i może po prostu z rozpędu zalinkowałeś ten tekst. 

Chodzi o pewną hipotezę, nieraz forsowaną w necie (przez pewien czas nawet to podejrzenie było uwzględnione w haśle o "Sowing the Seeds..." na Wiki), że zarówno to, jak i to oparte jest o ten sam sample klawiszy, z tego utworu. Sprawa mnie na maksa intryguje, bo też to słyszę; fragmenty są nawet w tej samej tonacji. Aczkolwiek nie mam dowodów, bo w żadnych oficjalnych informacjach o piosence nie znalazłem wzmianki o wykorzystaniu tego sampla... Zalinkowałem tekst na temat Shadowa, żeby zachęcić czytelników do samodzielnego zauważenia tego podobieństwa. 


14 marca 2012

W wielu swoich recenzjach, krótkich opisach piosenek piszesz często o zmianach tonacji, wychwytujesz akordy, rytm, takty. Skąd dokładnie wiesz, że np. "tu jest akord Amaj7, a tam tonacja zmienia się na Bb" - czyżby słuch absolutny? Może pytanie trochę nietypowe, ale bardzo ciekawi mnie ta "kwestia". 

Na szczęście nie mam słuchu absolutnego. Wbrew obiegowym/potocznym definicjom, "słuch absolutny" oznacza ni mniej, ni więcej, tylko umiejętność definiowania nut bez zewnętrznej referencji. Z tego co wiem od ludzi z tzw. "absolutem" (żargon szkolnomuzyczny) to rodzaj "klątwy", która często pozbawia przyjemności obcowania z muzyką. Wystarczy, że strój lekko opada i odczuwasz dyskomfort, bo mózg dyktuje jedną nieomylną "specyfikację" danej nuty i każde od niej odchylenie równa się torturom. Podobnie w przypadku grania w nieco innym stroju (np. z tego co wiem w muzyce barokowej A razkreślne strojone jest nie w 440 hz, a w 415 hz) to męczarnia. 

Do tego, o co pytasz (wychwytywanie zmian akordowych i modulacji), wystarczają "zaledwie" tzw. "słuch relatywny" i duża wrażliwość harmoniczna. A jakie konkretnie są tam wartości nutowe, to można sprawdzić później (albo od razu, siedząc przy instrumencie). Ktoś ze słuchem absolutnym może być mniej biegły w percepcji funkcjonalnej od kogoś ze słuchem relatywnym. Wystarczy, że podasz delikwentowi ze słuchem relatywnym jeden akord czy nawet dźwięk i jeśli gość jest ogarnięty w temacie, to może za pomocą różnych sztuczek (od banalnych jak liczenie w pamięci interwałów po bardziej wymagające jak określanie nazwy akordu na podstawie charakterystyki "barwowej") odtworzyć ci za chwilę cały przebieg harmoniczny. To kwestia doświadczenia i wyćwiczenia. Nie czytałem o tym za wiele, ale tutaj pierwsze co wyskoczyło mi w kwestii dezorientującego nazewnictwa i wyższości słuchu relatywnego nad absolutnym. 


7 marca 2012

Chciałbym poznać Pana zdanie na temat tekściarstwa Eminema. W luźnym zestawieniu tekściarzy, jakie kiedyś wyciekło, był w czołówce (o ile kolejność była nieprzypadkowa) - dla mnie na tym polu Slim, od kiedy pamiętam, mocno kulał. Na poziomie konceptu bywał błyskotliwy (dialog w "Stan"!), ale już np. jego monotematyczność stała się - słusznym - obiektem kpin, a poczucie humoru zupełnie rozminęło się z moim (niejako - mam taką surową teorię - stworzyło Grupę Operacyjną i ten segment z sobowtórami celebrities z programu Szymona Majewskiego). Totalny tekstowy ekshibicjonizm i wulgarność też: swego czasu miały oburzać i oburzały (to dobrze), ale szybko stały się niezamierzoną, myślę, autoparodią. Oczywiście, nie nazywałbym Slima autorem wyjątkowo słabym, bo tacy nie rozkładają akcentów w ten sposób, ale musiałbym wykasować z pamięci niezliczone ilości piszących, żeby mógł znaleźć się na mojej prywatnej liście (w końcu napisał zerowe miejscami Kill You i całościowo zerowe Puke lub Insane). 

Nie kwestionuję czy powinien, czy nie, być na liście, bo każde tego typu zestawienie jest bardzo osobiste i nawet cieszy mnie, że ta różnica zdań popchnęła mnie do napisania. Chciałbym jedynie poznać te mocne punkty Ema - być może przeoczyłem jakieś co mocarniejsze wersy. Chyba, że to kwestia poczucia humoru, wtedy się z Shadym po prostu nie zrozumiemy. 


To, co "wyciekło" nie było żadnym wiążącym zestawieniem, tylko wypisanym któregoś dnia niezobowiązującym draftem. Eminem znalazł się wysoko na tej liście pomocniczej, bo dość szybko przyszedł mi do głowy kiedy próbowałem sobie przypomnieć najlepszych autorów. Wcale nie jest przesądzone, że w rankingu porządkowanym według zasług artystycznych dałbym go w pierwszej pięćdziesiątce. 

Z jednym na pewno mogę się zgodzić - że Mathers miał na siebie (rewelacyjny) pomysł, który dość szybko wyeksploatował, po czym istotnie pogrążył się w autoparodii. Obecnie ciężko już traktować go na serio bitowo czy literacko (choć to nadal MC obdarzony oryginalnym flow i giętką paszczą). Przyznam więc, że po Show przestałem uważnie śledzić jego karierę i słuchałem raczej po łebkach. 

Nie zgodziłbym się natomiast, że to "całościowo zerowe" teksty, bo przebija z nich zbyt duża świadomość autora. One byłyby zerowe i totalnie żenujące, gdyby ułożył je jakiś mało elokwentny cymbał o horyzontach nieprzekraczających ruchania i ćpania. Ale u Ema ewidentny jest ten cały background intelektualny - psychoanaliza, uwarunkowania społeczne, paranoje rodzinne, zakręty biograficzne... I w zestawieniu ich z makabrycznym humorem rodzi się najważniejsza tu według mnie jakość: intrygujące napięcie między tym, co na serio, a tym, co jest okropnie przaśnym żartem skrojonym pod gówniarzy żądnych tanich kontrowersji (obleśna obscena, klozetowy hiperrealizm, międzycelebryckie docinki). To jest chyba esencja liryki Eminema - on się niby ciągle asekuruje, że tylko żartuje, ale pod płaszczykiem komedii skrywa dość poważne rozkminy z cyklu "anatomia szaleństwa", "studium autoterapeutycznych aspektów twórczości" etc. Z kolei gdy próbujemy ugryźć je po akademicku, to nagle reflektujemy się z przysłowiowym "co ja pacze" na ustach. Em zwykle wymyka się z rąk: to inteligentny gość, który w przeciwieństwie do 90% nihilistycznych gangsterów grzebie w swoich lękach, kompleksach i traumach, a jednocześnie igra z podświadomymi potrzebami odbiorców, zawsze zafascynowanych wulgaryzmami i horrorem. 

Dodając do tego niewątpliwą sprawność warsztatową w składaniu rymów i dość przytomne ogarnięcie popkulturowe, mamy autora, którego ja osobiście nie pomijałbym w żadnym topie tekściarzy. Nawet jeśli jego estetyka komuś nie odpowiada, to trzeba przyznać, że nie było wcześniej takiego autora - i to chyba nie tylko w rapie. 

A motyw z antycypacją Grupy Operacyjnej - hm, ledwo co ich kojarzę, ale w sumie czemu nie?Blue Album Weezera był super, a ile szitu zainspirował? 

I jeszcze w ramach ciekawostki - swego czasu miałem w magazynie "PULP" luźną rubrykę o tekstach i w jednym z odcinków pisałem o "My Name Is" - tu link


20 listopada 2011

o co chodzi z tym "moim zdaniem"? wcześniejsze oceny nie były Pana zdaniem? w jakim celu Pan to podkreśla? myślę, że czytelnikom należy się odpowiedź 

Chcę w ten sposób zaakcentować, że to są skrajnie subiektywne oceny, a nie jakaś próba pisania obiektywnej historii muzyki :) Historię obiektywną napisali już inni - a najnowszą też piszą inni na bieżąco. Mnie to nie interesuje. Oceniam płyty pod kątem swoich prywatnych preferencji i gustów, a niewielką wagę przywiązuję do ich "obiektywnych wartości". Im dłużej siedzę w recenzowaniu, tym wyraźniej zauważam u siebie taką tendencję, więc niedawno postanowiłem podkreślić ten fakt w kluczu do skali ocen. Żeby była jasność, że jak mówię "arcydzieło", to nie mam zamiaru z nikim się o to spierać na "obiektywne" argumenty - tylko taka jest moja absolutnie subiektywna opinia. Mam nadzieję, że co nieco wyjaśniłem! 


23 września 2011

Nie to żebym się emocjonował cyferkami, ale nadal nie mogę wyjść z szoku, że nie dałeś Pet Sounds 10.0 :) Bo jak nie to, to kto? 

Zależy jaką skalą mierzyć :) Ja nie stosuję skali Pitchforkowej, gdzie każda płyta legendarna ma 10.0. U mnie właściwie od 9.5 zaczyna się taka czołówka wszechczasów. W związku z tym w ogóle nie wiem czy jakiejś płycie dałbym 10.0 w tej mojej skali. W każdym razie myślę, że Smile zasługiwałoby bardziej niż Pet Sounds :) Ale jak słusznie zauważyłeś - to tylko cyferki. 


12 września 2011

winyle czy kompakty? Co "Cię" bardziej kręci, co zbierasz? Może to dziwnie zabrzmi, ale trochę nurtuje mnie te pytanie względem Twojej osoby ;) 

Zdecydowanie kompakty - idealne wyważenie między "przedmiotowością", a "wygodą"/"praktycznością" nośnika. Winyle są fajne jako ciekawostka lub uzupełnienie zbiorów (jak nie ma dobrego dźwiękowo wydania na CD), a nie regularne medium, które kolekcjonujesz w tysiącach (gdybym przez lata zbierał winyle, a nie CD, to nie miałbym jak poruszać się po mieszkaniu). Poza tym ktoś mówi mi - sprawdź w tym kawałku co się dzieje na 2:51. Jak mam sprawdzić? :) Także ja zdecydowanie jestem za CD, chociaż mam trochę winyli i kaset, ale stanowią mniejszość w mojej płytotece. 


8 czerwca 2011

w twoich tekstach metheny często pojawia się jako guru kompozycyjny. w ogóle nie znam (bogatej...) twórczości metheny'ego. czy mógłbyś rzucić powiedzmy nazwami trzech najlepszych twoim zdaniem płyt? najchętniej każda "z różnego okresu", w cudzysłowie, bo jak się domyślasz - strzelam. chodzi o to, żebym w ogóle jakkolwiek liznął i wtedy sam już sobie poszperam. 

"Guru kompozycyjny" to trochę nieprecyzyjne określenie. Najlepsze kompozycje Pat Metheny Group to dzieła wspólne Pata i pianisty Lyle'a Maysa - działali i działają jako tandem. Nie ma pewności, ale są podejrzenia, że za motywiczność odpowiada Pat, a za harmonizację Lyle. Wspólnie, połączonymi siłami, są w stanie generować struktury realnie dosięgające komplikacji poważkowych (impresjonizm się wkrada), przy jednoczesnej lekkości i słodyczy. 

A sam Pat to przede wszystkim wybitny gitarzysta o niewiarygodnym wyczuciu melodii, który stworzył własny styl na przecięciu sielskości amerykańskiego folku i jazzowej fantazji - nikt nie grał jak on i chyba nikt, mimo nieśmiałych prób, nie umie go naśladować. 

Zbieram się do zreckowania i ocenienia jego wszystkich płyt na S.O., a na razie skoro chcesz trzy pozycje na zasadzie "essentials for beginners", to zacznij od tych: 

- "Bright Size Life" (1976, ECM) 
- "Pat Metheny Group" (1978, ECM) 
- "Letter from Home" (1989, Geffen) 


21 lutego 2011

Kiedyś widziałem, że dosyć ostro wypowiadałeś się o piractwie jako takim, krytykując i uznając za zbrodnie każdy najmniejszy jego przejaw. jak ten światopogląd ma się teraz? Wciąż wszystkie płyty, których słuchasz kupujesz/dostajesz? Czy jednak życie zrewidowało postawę i jednak korzystasz z wątpliwych dobrodziejstw internetu? 

Już parę razy mówiłem publicznie na ten temat, m.in. w radiowej Trójce. Słucham głównie streamów i kupionych albumów + czasami dostaję promówki czy linki do tajnych streamów przed premierą. Ale ogólnie staram się nie ściągać płyt poza takimi, które nie mają innej formy niż pliki (wtedy warto wspomóc młodych artystów typu Diogenes Club i też zapłacić). Lubię wydawać pieniądze na płyty, sprawia mi to radość. Ja wychowałem się w innej epoce, w latach 90-tych. I mnie obrzydza ściąganie muzyki, raczej tego unikam. Owszem, czasem się zdarza, ale to są wyjątkowe sytuacje. 

Jednocześnie też nic nikomu nie narzucam. I nie chciałbym, żeby ktokolwiek sugerował się moim postępowaniem w czymkolwiek. Uważam, że każdy powinien zapytać samego siebie o to, co można robić, a czego nie można. Ważne, by być szczerym z samym sobą i odpowiadać przed swoim własnym sumieniem! 

Inna sprawa, że technologia się rozwija i niedługo "posiadanie" muzyki będzie jak zbieranie gadżetów czy ozdób. Większość muzyki będzie dostępna w postaci legalnych streamów a la Spotify. Zostanie wąska nisza hobbystów kolekcjonujących "przedmioty". 


10 lutego 2011

Ostatnio rozkminiałem czy "Yours Sincerely" jest o miłości do dziewczyny, czy raczej do muzyki pop? A może obydwa typy to pudła. W każdym razie jeden z moich singli roku. 

Dzięki za miłe słowo. "Yours" - myślę, że jest i o jednym, i o drugim. Próbowałem na tej płycie mieszać znaczenia - używać muzyki jako metafory życia i na odwrót. Celny strzał!