MEG

 

#69
YASUTAKA NAKATA
Nakata reprezentuje na tej liście Daleki Wschód. Być może jest ich więcej, jeszcze większych wariatów od niego – chętnie posłucham. Zanim to nastąpi, na teraz to on najlepiej uosabia dla mnie fenomen piosenkowych Japończyków. Japończycy są dziwni – od dekad biorą z anglosaskiej muzyki rozrywkowej narzędzia i z ich pomocą budują coś własnego, zmutowanego i ekstremalnego. Ten proces powtórzył się już w kilku przegródkach stylistycznych. Jeśli chodzi o pop, to w XXI wieku przeciętna piosenka pop z Japonii jest kilkanaście razy bardziej skomplikowana, niż przeciętna piosenka pop z USA – a wcale nie mniej chwytliwa. Dość często bardziej chwytliwa. Nakata jest też producentem – ludzie głowią się nad oprogramowaniem, którego używa do przekwaszania wokali i wywracania do góry nogami swoich bitów. Japończycy są podejrzani w sferze produkcji, stosują jakieś szemrane generatory mowy, śpiewające roboty, które niespecjalnie różnią się od żywych głosów. Ale zagadnienia technologiczne zostawiłbym specom od technologii, bo mnie tu raczej interesuje jaki software ma Nakata w głowie. Obawiam się, że gdyby dać mu do skomponowania pierwszy singiel promujący następny album Taylor Swift, to świat rozpadłby się na pół. Niestety dobrze wiemy, że nigdy do tego nie dojdzie, ale to doprawdy ekscytująca wizja.
(100 Songwriterów Wszech Czasów, 2015)

* * *

Maverick (2010, pop) 7.9

Japoński komercyjny pop, w którym Yasutaka Nakata bryluje lepiej niż swój nazwisknik po murawie w drugiej połowie 90s, od paru lat deklasuje Stany na zasadzie nieformalnego rewanżu za WWII. Meg to doskonały przykład. "Gray" z jednej strony pokazuje co mogłaby zrobić Annie na sofomorze, żeby nie był rozczarowaniem, a z drugiej autotune'owany wokal jakby zapowiada cuda na sofomorze Uffie. Zakręty melodyczne "Hanabi" rzucają rękawicę kwaśnemu popowi Before Today. Kabaretowe "Moshimo" odpowiada Nellie McKay. "Groovy", chyba najlepszy track w zestawie, brzmi jak wyimaginowany mashup "Steppin' Out" Joe Jacksona i "Self-Portrait" Thief autorstwa G.L.O.V.E.S. "Secret Adventure" ma jeden z refrenów roku, pozostając cały czas progresywno-jazzową kompozycją na poziomie funkowego Herbiego (gdyby Brodka miała w 2010 taki singiel, to zrozumiałbym hajp). "Story" = bezczelny plagiat "Pomidorów" Ewy Bem, ale to z mojej strony komplement. Wyczarować tyle urody w dobie post-piosenkowej to skarb.

"Passport" / "Paris"
Meg (a właściwie "megu" zczytując wprost Katakanę) po 9 latach aktywnej działalności na własnych śmieciach i "osiągnięciu" pokaźnej kariery postanowiła zawiesić kontrakt fonograficzny, wziąć urlop i polecieć do Europy. Za cel obrała Paryż. Obstawiam, że w stolicy Francji nasza bohaterka spotka się z Uffie. Dziewczyny mają ze sobą sporo wspólnego – obie interesują się modą, wykazują zamiłowanie do autotune'ów i mają electro-korzenie, choć podryfowały już w inne rejony. Może jakaś wspólna piosenka? Oby nie electro! Die-hard fani j-popu, którzy zarzucają Maverick przesadne wypolerowanie i brak "electro pierdolnięcia" znanego z poprzednich krążków wokalistki, są W ŚMIESZNYM BŁĘDZIE. "Każdy nowy track Meg brzmi teraz jak Capsule", narzekają. LOL. To trochę jakby przed imprezą czepiać się własnej dziewczyny: "ej wiesz co, zrób coś ze sobą, wyglądasz jak ta laska z Girls Aloud co miała męża czarnego piłkarza". No miażdżąca nagana, naprawdę. (Dla tych, którzy się dotąd nie załapali, najlepszy numer Capsule tutaj.)

Przy okazji wyjazdu Keiko Yorichika podsumowuje dotychczasową współpracę z Universalem i publikuje składaka Best Flight. Dwa premierowe utwory, tytułami nawiązujące do całej sytuacji (heh), zostały wydane na singlu z podwójną stroną A. W USA podobny zabieg zwiastowałby ziewalne wypełniacze, ale od 2007 za produkcją Meg stoi Yasutaka Nakata, jeden z najlepszych dziś kompozytorów muzyki rozrywkowej na świecie, japoński Pharrell Williams, japoński Andrzej Pieszak, japoński Tim Gane, japoński Greg Kurstin… a może po prostu Nakata sam w sobie, bo zdecydowanie zasłużył już na globalną renomę. "Passport" to pędzący parkietowy wyjadacz onieśmielający tempem i słodyczą zmian akordowych. Zaś okraszony obrazkiem a la "milczący azjatycki nurt" ENH "Paris" = robotyczna, spowolniona kontynuacja "Gray" z Maverick uzupełniona o post-reggae'owe podcięcie akcentu i szokująco orzeźwiające współbrzmienia a la wcześni Papsi. Obie piosenki są tak dobre, że ręce opadają. Podczas gdy w USA krytycy próbują ukryć jałowość bieżącego zachodniego commercial-popu analizując stroje, teledyski i kontrowersje z udziałem celebrytów, w Japonii pan Nakata bawi się w pieprzoną manufakturę najlepszych "odkontekstowionych" kawałków popowych, jakich zachodni świat nigdy nie pozna(ł). Ja się owszem zajawiałem amerykańską komerchą, ale w 2005 roku, bo aktualnie jest martwa. Zresztą, jak tam chcecie. Rozkminiajcie sobie dalej "kontekst" Minaj, Gagi, Rihanny i Kanyego (tylko uważajcie, żeby nie zasnąć) – zostanie więcej smakołyków dla nas.
(Porcys, 2010)

Wear I Am (2012, art pop) !5.7

✂ "Wear I Am", "Replica"