Kites

 

Moi drodzy, jest taka sprawa. 10 lat temu skleciłem w domowych warunkach amatorskie quasi-słuchowisko pod tytułem Kites - dwie łzawe ballady, dwa instrumentalne mikro-pejzażyki, wszystko przedzielone jakimiś nieporadnymi skrawkami field recordings, audycji radiowych w obcym języku, zabawami z mikrofonem i przesterami etc. Poza wąskim gronem przyjaciół nikt tego nie słyszał, ale na początku działalności TCIOF miał nawet roboczą nazwę Sulk i zdarzyło nam się grać na pierwszych próbach fragmenty tego materiału (a za parę lat wykonaliśmy akustyczną wersję "Cloudland" w Trójce). Generalnie pod kątem słuchalności to specjalnej wartości to nie ma, zwłaszcza, że ani nie dysponowałem wtedy odpowiednim sprzętem, ani nie miałem pojęcia o rejestracji dźwięku (stąd jakość przy której demówki Ariela brzmią jak Jamiroquai), ale ponieważ mija okrągła dekada, to pomyślałem, że oto zrobię PAMIĄTKĘ - sobie i garstce zainteresowanych tym dziwadłem. Na zasadzie czystej ciekawostki, na zasadzie przedmiotu do postawienia na półce. 

Poszedłem więc z oryginalną kasetą (!) do pana realizatora w profesjonalnym studiu, przepisaliśmy ją na wave'y, odrestaurowaliśmy nagrania, zmontowaliśmy i wypaliliśmy taśmę matkę na CD. Moja dziewczyna wpadła na sympatyczny pomysł oprawy graficznej wykorzystującej oryginalny obrazek zrobiony w paincie (służący wtedy za okładkę) - takiej koperty ze świecącym nadrukiem a la zbiór singli High Places (może ktoś posiada, to moje najbliższe skojarzenie). I normalnie obczaiłem już ceny w drukarni i tłoczni, kiedy nagle przyszło mi do głowy, że... właściwie nie wiem ile osób chciałoby dostać takie coś ode mnie w prezencie. Owszem, w ostatnich miesiącach odebrałem kilka maili z zapytaniami o "reedycję" Kites, ale obawiam się, że dla tłoczni i drukarni produkcja dwudziestu egzemplarzy nie wchodzi w rachubę, musi być tego nieco więcej. Dlatego mam serdeczną prośbę - zwracam się tu zarówno do czytelników, których nie znam osobiście, jak i znajomych. Otóż prosiłbym tych, którzy autentycznie CHCĄ dostać za darmo CD z Kites jako SOUVENIR, żeby dali znać mailowo. I wtedy jeśli w ciągu powiedzmy tygodnia uzbiera się takich maili ze 100, to lecę do drukarni i tłoczni i w połowie października wysyłam paczkę z Kites każdemu, kto tylko zechce. A jeżeli chętnych będzie mało, to zrezygnuję z bawienia się w jakieś CD i zapomnę o całej sprawie. 

Żebym został dobrze zrozumiany: to nie jest próba skalkulowania kosztów, bo ja i tak wydam na to forsę z własnej kieszeni i potem rozdam te egzemplarze w prezencie sympatykom mojego radosnego muzykowania. Ale jeśli znajdzie się setka chętnych, to wtedy takie rozdawnictwo sprawi mi frajdę. Natomiast nie chcę opłacać produkcji kompaktów i kopert, które potem nie trafią do nikogo i będą zalegać mi w pokoju. I jeszcze uprzedzając genialnie odkrywcze sugestie typu "wrzuć na Bandcamp i nie pierdol". Oj właśnie nie... Tutaj głównie chodzi o aspekt przedmiotowości. To nie jest taka sytuacja, że ja tu chcę ZAPREZENTOWAĆ KAWAŁKI i zobaczyć jaki będzie odzew. To nie jest nowy materiał NZ czy CNC - że promocja, chęć dotarcia do szerszego odbiorcy. To w ogóle nie są "kawałki" w tradycyjnym rozumieniu, tylko jakieś rozmemłane smęty osiemnastoletniego wrażliwca. Ale to specyficzny DOKUMENT ważnego dla mnie momentu przejścia - od domowego muzykowania w formie hobby do wyjścia z tym muzykowaniem na zewnątrz, założenia zespołu, potem grania koncertów, nagrywania płyt etc. A zatem MAM SENTYMENT do tej EP-ki i po prostu uczciwie zapytuję ilu jest chętnych, żeby podzielić ze mną to skromne obchodzenie "dziesięciolecia pracy twórczej" (lol). Okazja jest właśnie teraz, przy okrągłej rocznicy. Z góry dzięki za odzew, pozdrawiam wszystkich.
(2011)