KELIS
 

Kaleidoscope (1999, r&b/pop) 7.9

✂ "Caught Out There", "Get Along With You", "Game Show", "Mars", "I Want Your Love", "Roller Rink"

Wanderland (2001, r&b/pop) 6.8

✂ "Flash Back", "Scared Money", "Perfect Day", "Easy Come, Easy Go", "Junkie", "Little Suzie"

Tasty (2003, r&b/pop) 7.0

"Milkshake"
W końcu docieramy do Kelis, pupilki i podopiecznej Williamsa/Hugo, której zmajstrowali od deski do deski dwie pierwsze płyty i lwią część trzeciej. Kaleidoscope i Wanderland są propozycjami równiejszymi materiałowo, ale w gruncie rzeczy przyjaźniejszymi uchu i bliższymi soul-hopowej tradycji. Tasty zaś to sinusoida, ale co najmniej raz koledzy potraktowali studio jak poligon doświadczalny lub laboratorium popowego nowatorstwa i wyszedł im XXI-wieczny klasyk, przez wielu uważany za kulminację ich poszukiwań. Sam długo nie kumałem akcji z "Milkshake" – wolałem choćby "Trick Me" (uwaga: *nie* Neptunesów numer), irytował mnie bulgoczący, rozedrgany bit, degustowały świadomie popsute, brzydkie hooki. Po wielu miesiącach dostrzegłem w tym podkładzie wijącego się jak wąż, obleśnego potwora i uderzyło mnie, jak biegunowa jest to metafora, gdy przyłożyć ją do 90% katalogu Neptunes. Gorszącej atmosfery "Milkshake" dopełnia warstwa literacka, korespondująca z – wulgarnie ujmując – potrząsaniem cyckami. 

"Protect My Heart"
Tu się rozbiega o *grand chorus*. Zwrotka to taka Neptunesowa przeciętna, choć kilka specyficznych elementów da się zauważyć – nierówne oklaski (co daje efekt "tarki"), cofnięcie bitu po wyrazie "reversing", etc. Ale refren... Niby trochę ściąga z Timberlake'a w harmoniach, ale panie dzieju... Najbardziej orzeźwiający hook żeńskiego r&b w dziejach? Całkiem możliwe. Takie subtelności w skali mikro, typu harmonia na słowie "heart", która jest fałszywa, ale fałszywa w przepiękny sposób. Albo rozwiązanie rytmiczne, frazowanie w obrębie taktu – w sumie też świeżość do kwadratu. Cztery single wydano z Tasty, a nikt nie zwrócił uwagi na to cacko. Nie wiem czy Jacko miał lepsze refreny na Thrillerze, skoro poruszyliśmy wcześniej jego postać. Czek wys ałt, gamonie.
(Porcys, 2006)

Moja ulubiona piosenka tej wokalistki. Genialne jak na "reversing" bębny się cofają. I harmonizacja refrenu - Pharrell jaki mistrz, dżizas.
(Musicspot, 2011)

Kelis Was Here (2006, r&b/electro/pop) 4.8

✂ "Trilogy", "Circus", nogi na okładce

Flesh Tone (2010, dance/house/pop) 5.1

Kelis to od dawna ikona r&b – jedna z najwyrazistszych wokalistek "miejskiej" muzyki ostatniej dekady, której głos i ekspresja są jakością samą w sobie. Jej trzy pierwsze krążki, Kaleidoscope, Wanderland i Tasty należą do czołowych osiągnięć duetu The Neptunes i ogólnie do śmietanki hip-hopowo zabarwionego, nowoczesnego soulu. Utrzymywały one świetny balans między melodyjnością, a coraz śmielszymi eksperymentami w obrębie bitów i aranżacji. Za czwartym podejściem, na Kelis Was Here, była żona Nasa (rozwiedli się dosłownie dwa tygodnie temu) zrezygnowała z producenckich usług Pharrella Williamsa i Chada Hugo i dostała – co symptomatyczne – małej zadyszki. Czy piąte na koncie wydawnictwo Flesh Tone to jej powrót do formy?

I tak, i nie. Jedno jest pewne – należą się dziewczynie brawa za odwagę. Postanowiła bowiem całkowicie zerwać z hip-hopową przeszłością i dziarsko zanurkowała w takie odmiany klubowej muzyki elektronicznej jak dance, house czy electro, zamaszystym gestem podkręcając liczbę BPM-ów. Wśród współpracowników takie nazwiska jak David Guetta czy Benny Benassi! W komercyjnym świecie rzadko zdarzają się równie diametralne metamorfozy. I chociaż po występie Jonsiego z Sigur Ros na płycie Tiesto nic mnie już w tym temacie nie zdziwi, to trudno nie ulec urokowi "nowej Kelis" – świadomie ewoluującej stylistycznie, pewnie na wzór najwybitniejszych popowych solistek w rodzaju Madonny czy Kylie. Niestety, jest też jedno (całkiem spore) "ale". Po prostu ten pozornie fascynujący mariaż z "techniawą" wyszedł Kelis... średnio. Przyzwoicie, solidnie, rzetelnie – ale w tej estetyce łatwo chyba znaleźć błyskotliwsze nagrania. Może dlatego, że niewiele tu śladów osobowości Kelis, która wykonuje piosenki mechanicznie i bez emocjonalnej "głębi", z jakiej dotąd słynęła. W efekcie poza radośnie wieńczącym całość "Song For the Baby" (chętnie zabiorę ten numer na następną imprezę) brak tu realnych szlagierów. Natomiast puenta będzie optymistyczna: po tak skrajnym przełomie ciężko przewidzieć czym jeszcze zaskoczy Kelis i dlatego, między innymi, nadal warto śledzić jej poczynania.
(Clubber.pl, 2010)

Food (2014, pop) 4.6

Sądziłem, że kobieta swoje najnudniejsze nagrania ma już za sobą. Jakże się myliłem. Kelis, girl, I love you, but oh, get a life!