GIORGIO MORODER

 

From Here to Eternity

Zaledwie 20 dni po premierze "I Feel Love" Giovanni wydał solowy album, którym dokończył dzieła i skompletował wakacyjny niezbędnik – podręczny pakiet (fu)turystycznego electro-disco. Wąsacz w okularach zaczynał niepozornie – od niemiłosiernie wręcz obciachowego dziadostwa spod znaku estetyki SCHLAGER. Dość szybko osiągnął wprawę w trzaskaniu pośledniej jakości podróbek anglosaskich hitów z późnych lat 60. – w toporny sposób imitował Beatlesów, Stonesów, Kinks etc. Jednak dzięki tej tandetnej "manufakturze" opanował studyjne rzemiosło, co położyło fundamenty pod coraz wyraźniejsze skłonności eksperymentatorskie z wykorzystaniem elektronicznego sprzętu. Gdy w połowie lat 70. odważnie zanurkował w świat programowanych syntezatorów, jednocześnie adaptując kanciasty, miarowy, teutoński puls – rewolucja stała się faktem. W ten sposób narodziły się pierwotne "formy życia" gatunku określanego dziś mianem EDM. Moroder szedł łeb w łeb z Kraftwerk, ale podczas gdy nagrania nadreńskich robotów zawsze miały w sobie coś intelektualnego i awangardowego, to Hansjörg pławił się w luksusie "użytkowego hedonizmu".

highlight – https://www.youtube.com/watch?v=EkM7ZBFQPy8 (evocative moment: okładając cudownie zjebany sound werbla i bossowskie melodie w zwrotce, to olśnienie, że STECHNICYZOWANE oblicze głosu przetworzonego w refrenie przez vocoder FAKT FAKTEM DE FACTO wynalazło poetykę autotune w trapie... MARUDER, serio kurwa, ile ty rzeczy wyprzedziłeś? 🤔)
(2018)


E=MC²

– Halko Hansjörg, wymyśliłem dla Ciebie polski pseudonim: GIANNI WĄSACZE <palacz>
– Baby Blue, Baby Blue, wow, wow, wow, wow...
– Spoko, wydurniam się... Przygotowałem kilka pytań na serio. Gotowy?
– I see your eyes, I feel your lips, when we connected, you can spin...
– Zdradzę Ci, że dla mnie E=mc² to tekst założycielski nurtu który nazywam sobie "nowoczesnym poptymizmem"...
– Without you to light my way, I'd have to spend it day to day, I would be just an empty oyster shell...
– ...w tym sensie, że wprawdzie poptymizmem można nazwać wszystko, co nie spina się "przekaz" i głębokie treści, nie aspiruje do "sztuki wysokiej"...
– I really tried to call the lovers I knew so well, but no, no, no, no, no, no date tonight...
– ...i takie przykłady były od początku fonografii, ale mi chodzi o rodzaj fizycznie odczuwalnej euforii spod znaku Papsów, Basement Jaxx czy Avalanches...
– Ooh-hoo, ooh-hoo, ooh-hoo, ooh-hoo, ooh-hoo, ooh-hoo...
– ...a do tego potrzebne są modernistyczne środki wyrazu i pewna demonstracyjna "użytkowość", która potrafi znienacka sięgnąć transcendencji...
– If you were not afraid, I'd show you what you never see, we could experience a pleasure trip for all your song...
– Właśnie o tym mówię: ta muzyka była NOWA, sam zabieg połączenia jednym stałym bitem trzech tracków ze strony A w taneczną suitę wyprzedza Daft Punk o dwie dekady...
– We could be having fun, oh baby, we could party down...
– Skąd wziąłeś patent na "I Wanna Rock You"? To zarazem moja ulubiona piosenka electro i disco, za jednym zamachem kompromitująca starania Kraftwerk i Bee Gees...
– I've been watching you dancing, just came to see what you got, I wanna show you my night moves, and baby, I got alot...
– Twój falset w tym numerze zapowiada bezwstydną seksualność Prince'a i podobnie jak on zachowujesz pewien "androgeniczny" dystans do tych gestów...
– Let me show you a night, let me make you feel right, all night long, all night long...
– Cholera, jesteś już drugim erotomanem na moim podium ulubionych płyt lat 70. – i co to mówi o mnie?
– I wanna rock you, I wanna roll you, I wanna love you, all night long...
– Może teraz szyję, ale pod płaszczykiem hedonizmu kryje się u Ciebie tęsknota za miłością, której nigdy nie przeżyłeś...
– Ooooh... In my wildest dreams... Ooooh... You and me... Ooooh... In my wildest dreams... We make love... All night long... We make love...
– Dlaczego nawiązujesz do Einsteina? Czy to jakaś metafora?
– Ba da di di di, ba da da da da, bi di down down down, bri ba da da da da, ba ba ba ba ba ba, everybody di di di...
– Wiesz, dla mnie to jest całkiem cool, bo z fajnych piosenek zawierających Einsteina to tak z głowy kojarzę "Nie bądź taki szybki Bill" SIMONY GRABCZYK...
– Energy = Mc squared, ba da da... Mc squared, ba da da...
– OK, skupmy się na samej produkcji. Reklamowałeś tę płytę jako "first electronic live-to-digital album". O co chodzi?
– It's the first recording of this kind... It's music programmed as bursts of energy, coded numerically to micro-computers and recorded via the digital process. Then we edited by computer and the energy was once again reproduced as music – but with an immense reduction in noise and distortion. It's very close to "pure sound"!
– A kto Ci przy tym przedsięwzięciu pomagał w studiu?
– This album was produced by Giorgio Moroder and Harold Faltermeyer. All keyboards and programming by Harold, with a little help from Giorgio. On drums and percussion Keith "Foot" Forsey, recorded live to digital, at Rusk sound studio. Digital system by Sound Stream, incorporated. Roland's Micro-composer, programmed by Harold, assisted by Brian Gardner. Engineered and mixed by Harold, Giorgio and Juergen Koppers "The Floppers". Second engineer: Steven Smith, assisted by Carolyn Tapp and Roman Olearczuk. Keyboards played on piano-coder, engineered by Merlin Bogan. Tea and coffee by Laurie Kanner. Energy equals MC squared.
– Dzięki za pogawędkę, Giorgio.
– Thank you Albert.

highlight – https://www.youtube.com/watch?v=PTuaWSfwnj8 (evocative moment: 3:08 – jak w drugiej zwrotce na dwóch pulsujących razem riffach synth-basu harmonizacja wokalu lśni OD RAZU – mało chwil w życiu potrafi we mnie w parę sekund wygenerować uczucie tak CZYSTEJ RADOŚCI)
(2018)

* * *

zaledwie 20 dni po premierze "I Feel Love" Giovanni wydał solowy album From Here to Eternity, którym dokończył dzieła i skompletował wakacyjny niezbędnik – podręczny pakiet (fu)turystycznego electro-disco. dziś obchodzimy 40-lecie tego longplaya, więc uznałem, że przydałaby się chronologiczna przebieżka po highlightach Morodera jako głównego wykonawcy – "na własne nazwisko" lub pod pseudonimami. warto krok po kroku prześledzić kolejne etapy tej fascynującej, niecodziennej kariery.

wąsacz w okularach zaczynał niepozornie – od niemiłosiernie wręcz obciachowego dziadostwa spod znaku estetyki SCHLAGER. dość szybko osiągnął wprawę w trzaskaniu pośledniej jakości podróbek anglosaskich hitów z późnych lat 60. – w toporny sposób imitował Beatlesów, Stonesów, Kinks etc. jednak dzięki tej tandetnej "manufakturze" opanował studyjne rzemiosło, co położyło fundamenty pod coraz wyraźniejsze skłonności eksperymentatorskie z wykorzystaniem elektronicznego sprzętu.

gdy w połowie lat 70. odważnie zanurkował w świat programowanych syntezatorów, jednocześnie adaptując kanciasty, miarowy, teutoński puls – rewolucja stała się faktem. w ten sposób narodziły się pierwotne "formy życia" gatunku określanego dziś mianem EDM. Moroder szedł łeb w łeb z Kraftwerk, ale podczas gdy nagrania nadreńskich robotów zawsze miały w sobie coś intelektualnego i awangardowego, to Hansjörg pławił się w luksusie "użytkowego hedonizmu".

w latach 80. nasz włoski Niemiec (lub niemiecki Włoch) zyskał międzynarodową sławę renomowanego twórcy filmowych soundtracków. wyspecjalizował się też w muzycznej oprawie największych sportowych widowisk, a zwieńczeniem tego wątku była piosenka wiodąca z piłkarskich MŚ Italia '90. nadal mam dreszcze, gdy słyszę ów pudel-metalowy riff – zwłaszcza pamiętając, jak istotną rolę w tamtym turnieju odegrali mistrzowie Niemcy oraz gospodarze Włosi.

tym razem zrezygnuję z układania top 20 kawałków, bo moja bezkrytyczna miłość do płyty E=MC2 sprawia, że zdominowałaby ona czołówkę w miażdżących proporcjach. oczywiście jako biegły songwriter i producent-wizjoner Giorgio ma też na koncie mnóstwo kolaboracji z wieloma większymi i mniejszymi gwiazdami popu i rocka. im poświęcę jeszcze dziś osobną playlistę – na razie skupmy się na dorobku stricte autorskim.
(2017)


zdaje się, że od kiedy "I Feel Love" wyznaczyło przyszłość muzyki pop, prawie każdy chciał pracować z Giorgio – i to po obu stronach Atlantyku. nawet jeśli lekko przerysowuję, to w każdym razie CV ma koleś imponujące – są w nim m.in. Bowie, Freddie Mercury, Blondie, Janet czy Sparks (a i tak nie wszystkie kolaboracje znajdziemy na Spoti – vide Cher, Olivia Newton-John czy Agnetha). poza tym kto nie kojarzy "Son of My Father", "Never Ending Story" czy "Take My Breath Away"? no właśnie. ograniczyłem się do 20 wałków, wedle zasady "one song per artist" (i pominąłem Donnę Summer, żeby nie marnować miejsca – przypominam tę playlistę).
(2017)