Dokładnie 100 lat temu: Maj 1910

 

MUZYKA
Dziś mała garść pozornie niepowiązanych ze sobą wzmianek. Zacznijmy od nekrologu – zmarł Milij Aleksiejewicz Bałakiriew, przywódca słynnej "Potężnej gromadki" ruskich kompozytorów romantycznych, zrzeszającej takich żuli jak chociażby Rimski-Korsakow czy, "pokłońmy się słońcu" (Sienkiewicz rulz), Musorgski. Jeśli świat (świat normalnych ludzi, znaczy się, a nie badaczy skupionych na studiowaniu szczegółów rosyjskiej powagi) zapamięta za coś Bałakiriewa, to pewnie za ośmiominutową fantazję pianistyczną "Islamey" z 1869, zainspirowaną kaukaskimi podróżami autora i stąd naszpikowaną wszelkiej maści egzotyko-orientalizmami. Smaczne. Nie, że łeb urywa, ale w końcu "Rusin to Rusin" (says Paweu Cookies), więc warto; z wykonań polecam Cziffrę, który mimo wysokiego stopnia technicznej komplikacji utworu (piekielnie trudne to pasaże!) najwyraźniej uznał "ch... na to kładę, bo i tak damy radę". I dał. Co więcej? Na listę Billboardu załapała się zamerykanizowana wersja piosenki "Has Anybody Here seen Kelly" śpiewana przez trzydziestoletnią wtedy Norę Bayes, która w rzeczywistości była jednak wokalistką żydowskiego pochodzenia i naprawdę nazywała się... Ellinor Goldberg. Czyli total schemat, klisza, nuda. (Swoją drogą, jakże podobne nazwisko nosiła bohaterka grana przez Maję w Bziku tropikalnym! To były czasy.) Anyways, polecam sprawdzić ten song, bo daje "namacalne" pojęcie jaki cywilizacyjny progres dokonał się na chartsach przez ostatnie 100 lat. Sprawcami tej przemiany miały być również dwa bobasy, noworodki majowe z 1910, białas i murzyn, chociaż dopiero za dwie-trzy dekady. Dlaczego wymieniam panów w pakiecie? Bo przyszli na ten łez padół (?) dokładnie tego samego dnia! 23! Artie Shaw (niżej Lil Ola o jego związku z Kinem), klarnecista jazzowy i lider szanowanego oktetu, z powodzeniem łączył kameralistyczną orkiestrację ze swingowym feelem w kompozycjach takich, jak choćby "Interlude in B flat". Zaś Scatman Crothers (dalej wspomni go jeszcze Koniu) może nie jest wymieniany wśród totalnych tuzów rokendrola, ale to on miał w 1949 (!) zawadiacki numer "I Want To Rock And Roll" i już za to warto myśleć o nim z szacunkiem. Hmm, jak widać wszystkie drogi prowadzą do popiku, więc kończę i z wypiekami na twarzy wypatruję odcinka czerwcowego, bo za miesiąc, moi mili, pogadamy sobie o Strawińskim i żarty się skończą.
(Porcys Media, 2010)