BLACK EYES

 

Black Eyes (2003, post-hardcore) 6.4

Eyes najwyraźniej przyciągają muzyków. Było Naked Eyes, teraz mamy Bright Eyes, Wolf Eyes i Frog Eyes. Następnie, tradycja oczu kolorowych w rockowej nomenklaturze i liryce jest trwała i bogata. My baby's got blue eyes. Nie wspominając o nieśmiertelnym eksploatowaniu "czarnej" tonacji w nazwach zespołów i tytułach płyt. Nawet nie każcie mi zaczynać. Black... Black *wszystko*. Cokolwiek wymyślicie, już pewnie ktoś wpadł na to przed wami. Black Gówno. Tego może akurat nie było. Chociaż... Jakiś metalowy outfit z Górnego Śląska. Czemu nie w sumie.

Ok, aaaaaaa. Koniec żartów. Sprawa jest całkowicie poważna. Black Eyes kopią w dupę z siłą młota Hefajstosa wykuwającego pioruny dla Zeusa. (Tak? Tak? Robił takie? Wzzzzz UWWWW Hiihihihih.) To słaba metafora, wszakże. Cuz baby, y'know. I'm like a mess tonight. Jestem zaiste rozwlekły wskutek po-weekendowego bólu głowy i nie mam zamiaru rozkmimniemnimniać arkanów kowalskiej sztuki kulawego brodatego brzydala z obcęgami w dłoniach. Ale jakoś właściwi bohaterowie tej recki odpowiadają jego postaci: ich muzyka jest równie brzydka, sprawia wrażenie wykołatanej w kuźni, a estetyka obcęgów nie jest jej wcale tak odległa.

Black Eyes cofają się do złotych lat hardcore'u. Poza kontraktem, przynależą do Dischord duchem. Podczas, gdy grupy w rodzaju Constantines starają się łączyć klasyczne patenty Fugazi z miększymi, balladowymi elementami i w ten sposób rozwijać status gatunku, Black Eyes koncentrują się na żelaznym pilnowaniu hardcorowych dogmatów. Produkcja autorstwa Iana Mackaye określa miejsce na mapie stylistycznej: oni są pure hardcore, bez domieszki obcych substancji. Ale z tego pułapu są w stanie wyczyniać rzeczy cokolwiek zakręcone. Tendencję do dziwactw artykulacyjnych tłumaczy trochę sam line-up, w skład którego wchodzi dwóch pałkerów, dwóch basistów i jeden ledwie guitarman. Co owocuje wysoce nawarstwionym soundem i pozwala na dość luźne operacje w obrębie konkretnych riffów. By powiedzieć najpełniej: ci kolesie grają swoje, wcale nie wiedząc, że robią chaos. A chaos ten wynika z ich pasyjnej ekspresji.

Drugim równoległym punktem odniesienia są Liars. Opener "Someone Has His Fingers Broken" kipi od post-tonalnych wyładowań i topornego groove'u obu basów, konstytuujących coś w rodzaju zwolnionej wersji "Grown Men Don't Fall In The River, Just Like That" (to zarazem rzecz obdarzona tu najmocniej przyswajalnym hookiem). Dodatkowo, wokalista przedziera się przez ten gąszcz paranoicznym falsetem, podpadając pod coś, co Kuba nazywa "riffem wokalnym", takim jak w "Loose Nuts On The Veladrome", który to kawałek mógłby spokojnie uchodzić za blueprint dla sporej części materiału Black Eyes. Później jeszcze kilkakrotnie skandowanie nabiera podobnej maniery ("On The Sacred Side", "Deformative" i właściwie namiastka wspomnianej linii, closer "Letter To Raoul Peck"). Z Liars łączy ponadto kwintet specyficzna neuroza rytmicznego rozedrgania, chorobliwa schiza klimatu i mimowolna dekonstrukcja teoretycznie fundamentalnych motywów.

"Speaking In Tongues", z drugiej strony, to ich najoryginalniejsza jazda, rokująca na przyszłość: rozkołysana meta-taneczna plątanina głównego napędu sekcji oraz iście psychicznych zakrzyków. Przez chwile równie porażający, bliski Beastie Boys efekt osiągają w rapowanym "King's Dominion". Perkusje odstawiają wpierw prosty bit, aż bas nakręca ślamazarny funkcore. Ponad tym wymiataniem lokuje się pierwszorzędna imitacja Mike'a D, ździebko bardziej wariacka i oczywiście na serio, bez śladu autoironii. Przełamanie po z górą minucie odsyła do Repeatera powiedzmy, ale chłopaki finiszują jak na prawdziwych futurystów przystało, jebniętym pulsem dance-core'u. Łatwo zrozumieć w takich momentach sławę jaką cieszą się ich występy live.

Nie mógłbym skończyć bez wzmianki o tekstowej zawartości tej półgodzinnej płyty. Dan, Daniel, Hugh, Jacob i Mike chyba lubują się w wyrazistych wersach. Ok, jestem Inarritu. Ha ha. Ten akapit to moje 21 Gramów. Moją metodą jest shuffle. Pieprzyć kolejność. Wybieram cytaty na chybił trafił. Sami odtwórzcie sobie z tego fabułę. Here we go. "If I had legs, I'd get up and move". "A pack of wolves". "Bleepbleepinging in the sur mountable". "Our lips are just opening". "Someone will kill you for a secret sex". "I could taste YOU! One Day". "Foreverevereverevereverevereverever". "Some words if you use them too much lose all meaning". "Blue water in my blood". "Ohhh ohhh ohhh".
(Porcys, 2004)