BADLY DRAWN BOY

 

The Hour of Bewilderbeast (2000, indie rock / songwriter) 7.5

Damon Gough ograł tu nieodżałowanego Elliotta Smitha na jego własnym boisku serią wykwintnych pieśni zakorzenionych w Beatlesowskiej tradycji, choć niepozbawionych autorskiego rysu. Genialne "Once Around the Block" mogło być ledwie przypadkiem, efemerydą, cudem - ale towarzystwo niemal-grunge'owego "The Stalking", BetaBandowskiego "Another Pearl", świątecznej w nastroju ballady "Magic In the Air" i właściwie prawie wszystkich innych indeksów nie pozostawiało złudzeń - narodził się wielki songwriter. Tym większa szkoda, że potem stopniowo roztrwonił talent, kopiując te same patenty i nigdy już nie nawiązując do wyczynów z pełnometrażowego debiutu.
(T-Mobile Music, 2011)

About a Boy (2002, folk rock) !3.5

Ej, czy ktoś może mi do cholery wyjaśnić, co stało się z Badly Drawn Boyem? Czy aby na pewno jest to ten sam gość, który dwa lata temu zadebiutował wyborną płytą, rzucającą wyzwanie największym songwriterom tego świata? The Hour Of Bewilderbeast! Naprawdę, niemal każdą wolną chwilę wykorzystuję na słuchanie tych numerów. "Everybody's Stalking", "Another Pearl", "The Shining", lub cudnego "Once Around The Block"! Ile razy nuciłem tę melodyjkę! Poeta Kuba coś o tym wie. Nie przeciągając, album był piękny, nieziemsko chwytliwy i nadzwyczaj dojrzały, jak na debiut.

Tymczasem trafiła na moje biurko nowa propozycja Damona Gougha, soundtrack About A Boy do filmu pod tym samym tytułem. Zdążyłem już to przesłuchać i nie mam dobrych wieści, kochani. Ni stąd, ni zowąd, Badly Drawn Boy gra tu niemrawe, rozchodzące się na boki piosenki, w których ani śladu natchnienia, artyzmu, czy zwyczajnego wyczucia. Piosenki komercyjne, dostosowane do gustu masowego odbiorcy, a jednak nijak mające się do przebojowości The Hour Of Bewilderbeast. Zresztą, oba krążki nie znajdują zbyt wielu cech wspólnych. Po czterdziestu pięciu minutach About A Boy czuję się dokładnie tak znudzony i zaspany, jak po lekcji biologii w liceum.

Jasne, niby jest to ścieżka dźwiękowa. Towarzysząca filmowi, którego nie widziałem (na pewno rewelacja, Hugh Grant w roli głównej!), więc co się mądrzę. Ponadto, nagranie takiego albumiku nie musi być wcale zobowiązujące. Damon napisał kilka wpadających w ucho, miłych motywików, jak choćby "Something To Talk About", czy "Silent Sigh". Tyle, że ja do diabła nie oczekuję od niego muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej! Nie od niego! Oddawać mi prawdziwego Badly Drawn Boya! Podobno coś już szykuje; nie wiem dlaczego, ale mam złe przeczucia.
(Porcys, 2002)